5 mężczyzn i 2 kobiety nie pracują już jako ratownicy w Szpitalu Wojewódzkim w Ciechanowie. Kierownik-gej ma im składać propozycje seksualne, a za odmowę wyrzucać z pracy!
Wywiadu przed kamerą naszej telewizji udzielił nam wyrzucony z pracy w tym szpitalu ratownik.
- Kierownik wiedział, że mam żonę i rodzinę. A mimo to składał mi propozycje seksualne, które odrzucałem - opowiada wyrzucony z pracy ratownik.
- Zaczął mnie podrywać, wysyłał SMSy domagając się seksu. Kiedy stanowczo odmówiłem, wyrzucił mnie z pracy w połowie ubiegłego roku - mówi ze łzami w oczach były ratownik szpitala w Ciechanowie.
Oficjalnym powodem było zejście z dyżuru pół godziny przed czasem. Ale podczas katorżniczej pracy w czasie pandemii ratownicy wzajemnie uzupełniali się na dyżurach. Albo zostawali na wiele godzin, pełniąc dodatkowe misje ratujące chorych, albo zastępowali się, skracając je w przypadkach skrajnego zmęczenia.
- Ratownicy medyczni to bardzo solidarna grupa zawodowa. Natomiast dyskryminacja i prześladowanie w szpitalu w Ciechanowie stały się nie do wytrzymania nie tylko dla mnie, ale i dla innych. W sumie 7 osób odeszło w ubiegłym roku z pracy w tym szpitalu. A przecież każdy ratownik w czasie pandemii był w Polsce na wagę złota - dodaje zwolniony mężczyzna.
Już następnego dnia po wyrzuceniu z pracy prześladowany ratownik został przyjęty na etat w konkurencyjnej placówce, bo jest wysokiej klasy specjalistą w swoim zawodzie. Codziennie ratuje ludzi, a mimo upływu roku nie może pogodzić się z dyskryminacją, jakiej doznał ze strony geja-kierownika.
Z jego relacji wynika, że w tym publicznym szpitalu, podległym marszałkowi województwa mazowieckiego, kierownik zachowuje się, jak gdyby to on był szefem. Autorytarnie traktuje innych ratowników, którym składał homoseksualne propozycje. A ponieważ odmawiali, również już nie pracują w ciechanowskim szpitalu.
- Dwóm niepokornym dziewczynom też kierownik nie przedłużył umowy. I w grudniu zostały zwolnione - wylicza zwolniony ratownik.
Kierownik nie chciał rozmawiać z naszą redakcją. Nie odpowiedział na pytania, czy zwalniając ratowników kierował się kwestiami orientacji seksualnej, czy obyczajowości.
- Jestem pracownikiem Specjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Ciechanowie i nie jestem upoważniony do udzielania informacji mediom. Proszę kontaktować się z dyrektorem szpitala albo rzecznikiem prasowym - przekazał dziś w rozmowie telefonicznej.
Bezpośrednim przełożonym kierownika jest dyrektor szpitala w Ciechanowie, Andrzej Kamasa. W poniedziałek nie udało nam się z nim porozmawiać, a jego sekretarka utajniła nazwisko rzecznika prasowego szpitala.
Dziś do sekretariatu dyrektora w ogóle się nie można dodzwonić.
Jak się okazuje, przed naszą kamerą gotowi są rozmawiać kolejni wyrzuceni z pracy ratownicy.
Do redakcji Patriot24.net zgłosił się przedsiębiorca, który twierdzi, że od wielu miesięcy bezskutecznie próbuje odzyskać pieniądze za dostarczony towar. Chodzi o dostawę ogórków o wartości ponad 200 tysięcy złotych brutto, której odbiorcą miała być Grupa Producentów Green Group Sp. z o.o.
Sprawa lekarza neurochirurga, wokół której od wielu miesięcy pojawiają się pytania dotyczące działań organów samorządu lekarskiego, trafiła pod uwagę Ministerstwa Zdrowia.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.